Ameryka Północna pod pewnymi względami wyprzedza nas, Europejczyków. Nawet Japonia, choć obecnie przeżywa prawdziwy kryzys. Nie dotyczy to koniecznie produktów, ale w szczególności koncepcji zarządzania. Produkcja Lean, Reengineering, Kaizen, zarządzanie oparte na czasie czy wartość dla akcjonariuszy to wybitni przedstawiciele długiej listy zagranicznych innowacji w zakresie zarządzania.
Jednak europejskie firmy nie tylko entuzjastycznie podchodziły do nauk Amerykanów; Często pojawia się sceptycyzm, a czasem otwarty opór. Wielu konsultantów, którym przypięto etykietę „Nie pasuje do lokalnych warunków” lub „To tylko chwilowa moda”, nie potrafi skutecznie wdrożyć nowych koncepcji w firmie. Szkoda, bo zawiera wiele dobrych aspektów.
Z perspektywy czasu można stwierdzić, że koncepcja systemów zarządzania jakością to po prostu koncepcja, która narodziła się przede wszystkim w Europie i rozprzestrzeniła się na cały świat. Niewłaściwe wykorzystanie tej koncepcji miało i nadal ma miejsce. Było to bardzo dobre rozwiązanie, jeśli chodzi o budowanie barier wejścia na rynek, gdyż zbyt sztywne regulacje prowadziły później do coraz większej biurokratyzacji.
Podczas gdy w Ameryce, gdzie gotowość do radykalnych zmian jest bardziej widoczna, każdemu trendowi towarzyszy trend przeciwny, który obraca wahadło w drugą stronę, ale którego siła napędowa całkowicie niweluje krytykę poprzedniego systemu, u nas dzieje się coś jeszcze. Jeśli konsultanci z wybrzeża USA po wyraźnym „wartości dla akcjonariuszy” przepisują teraz „zrównoważoną kartę wyników”, to Europa wykazuje tutaj stałość aż do gorzkiego końca – rewizja ISO 9001 z 2008 r. Jeśli nowa, to uzupełniamy ją innymi, dobrze znanymi Systemy takie jak UMS, SCC, VDA, SMS, KMS oprócz katalogów wymagań branżowych nazywają się wówczas „Zintegrowanym Systemem Zarządzania” IMS.
Ponowne wykorzystanie sprawdzonych rozwiązań, ale ostrożna ich modyfikacja, może okazać się ogromnym atutem, jeśli my, Europejczycy, zrobimy to dobrze.




